Reklama:





Zapraszamy:





Złotobrody emir





Kiedy późną nocą wracała z dalekiej wycieczki, a szelest jakiś obił się o jej uszy, drgała przelękniona, ażeby się nie spotkać oko w oko ze spojrzeniem grafa, chociaż w
cichości tęskniła za tem spojrzeniem i szukała wszędzie, Spotkawszy, gotowa była znowu uciekać od niego, ażeby znowu szukać i znowu uciekać.
Czem to się dzieje i dlaczego ?
Nie umiała sobie zdać sprawy — wiedziała jednak, jak jest.
Był to prawdziwy czarownik, który jej serce przyczarował do siebie.
Kochała go.
Kochała... Kto? Ona?
Sierota, którą matka przyprowadziła do obcych ludzi i na ich opiece zostawiła, ażeby z głodu nie zginęła, bez rodziny, bez dachu nad głową, wychowanica śród trawy stepowej i
tabunów na pół dzikich koni, jak pardwa lub suhak, śmie podnosić oczy na niego.... pana, na którego skinienie nie jedna w ogień i w wodę by poszła! Pan... cóż to dla. niej znaczy?
Ona przecie nie pana pokochała, nie tego, który ma pałace, pojazdy, służbę, nie tego który królewskim przepychem otoczony, ale tego, który patrzył na nią takiem dobrem
spojrzeniem, czyja mowa śpiewem jej się wydała, czyje oczy błyszczą przed nią, jak gwiazdy ..
Pokochała — i koniec ! Nie wie, dlaczego, na co, po co ? Serce nie pyta o nic !
A teraz chcą ją oderwać od niego — nigdy ! Sama ucieknie, ale nie pozwoli, ażeby ktoś ją gwałtem odrywał!
— Co będę robić w Piszczance ? — pytała sama siebie.
Ale natychmiast prawie stawało przed nią inne pytanie.
— A tu ? Masz-że siedzieć i męczyć się ? Gonić jakieś widmo po stepie, lub uciekać przed niem ?
Biła się z myślami, nie wiedząc, co począć ze sobą, przed kim odkryć duszę, poskarżyć się na ten nieznośny ból i tęsknotę, które ją żarły, pędziły z miejsca na
miejsce bez odpoczynku.
Dziad i baba nic jej o wyjeździe do ciotki nie wspominali.
— Niech się uspokoi... — mówiła baba.
Maksym snać przyczynę zgadywał, dlaczego Hanusia do Piszczanki jechać nie chce, bo na uwagę baby głową pokiwał i odrzekł:
— Nie !
— Łyboń ją już jakiś czort łysy opętał !


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 Nastepna>>