Złotobrody emir





Blask księżyca ślizgał się po trawach, posrebrzał ich wierzchołki i, migocąc, rozpływał się po stepie.
Daremnie nasłuchiwał, żaden odgłos kopyt końskich nie wpadał mu w ucho.
I dziad Maksym tej nocy nie doczekał się Hanusi.
Znał już jej naturę.
Wiedział, że wróci, więc się nieobecnością jej nie troszczył.
Raniutko świt zaledwie szarzał na niebie, dziad już się na równe nogi zerwał i począł robić przygotowania do podróży.
Wytoczył wóz na środek dziedzińca, zdjął z kołka maźnicę, wszystkie cztery koła po kolei nasmarował, napełnił ją znowu i z tyłu pod osią zawiesił.
Jął się już do ładowania jarzma, które właśnie przed drzwiami rozłożył, kiedy tentent posłyszał od stepu.
Ledwie podniósł oczy, ażeby się przypatrzyć, aż za wrotami spostrzegł Hanusię.
— Dzień dobry _didusiu! _— wołała wesoło.
— Dzień dobry ! a ty oto skąd ?
— A ze stepu!
— Wczoraj _did'ko _czekał na ciebie i nie doczekał się .. — rzekł z pewną wymówką.
— A pocoż mnie w step wyprawił ?
Kazał jechać, tom pojechała — coż ja temu winna?
Dziad nie odzywał się.
Hanusia z konia zsiadła i ku chacie poszła.
Zatrzymała się na środku dziedzińca.
Zastanowiło ją, że dziad do drogi sposobi się.
— A toż dokąd, _didu ?_
Maksym zrobił obojętną minę. Udawał, że zajęty jest bardzo składaniem jarzma.
W jednym ręku trzymał swozę, drugą z tyłu głowy się skrobał.
— Trzeba _titkę _w Piszczance odwidzić... Hanusia bardzo chętnie zwykle w tę podróż
wybierała się.
— _Titkę ? — _spytała machinalnie — i doznała jakgdyby ukłócia jakiegoś w serce.
— _Ehe...
_Chciałem ci wczoraj wieczorem powiedzieć o tem, aleś jak wiatr po stepie hulała!
Hanusia zamyślała się nad czemś.
— Trzeba, żebyś jakiego gościńca przygotowała, bo jak słońce dobrze podejdzie, a woły napasą się na rosie — to i pojedziemy.
Dziewczyna spojrzała na dziada bystro.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 Nastepna>>