Złotobrody emir





Ani wody nie ma komu podać, ani strawy zgotować !
Hanusia wzięła tę przymówkę do serca.
— Oce! A cóż to ja o to nie dbam, aby im niczego nie brakowało !
Od tygodnia jeszcze najmyczkę wzięłam do pomocy.
Sokół zamilkł i w milczeniu zajechali na futor.
Było to przed wieczorem.
Dziad właśnie siedział na przyźbie, oparł ręce o kolana, głowę schylił, myślał o czemś. Rabczyk, już z trzeciego pokolenia, zawył radośnie i przełaz przeskoczył.
— Ktoś znajomy — pomyślał dziad i głowę podniósł.
W tej właśnie chwili od przełazu odezwało się pozdrowienie.
— Dobry wieczór, Maksymie !
Dziad się trochę podniósł i przypatrywać się począł.
— Oce! Nie poznałem... Cur jomu! Głową skinął i rzekł sam de siebie :
— Pohani oczy!
Przywitał się serdecznie z Sokołem. Usiedli obaj na przyźbie i gawędzili.
Sokół do stojącej obok Hanusi się zwrócił.
— Jedź-no ty detynko do tabunu, a my tu _z _dziadem pogadamy.
Hanusia, milcząc, odeszła, na koń siadła i w step popędziła. Dama w niej jakaś dzika odezwała się.
Coś ją bolało, czuła się czemś obrażoną, jednem słowem nieznane dotąd uczucia napełniły jej duszę.
Zmianę w usposobieniu Sokoła dostrzegła już dawniej, przeczuwała, z jakiego źródła płynie jego niezadowolenie, ale ani słówkiem nie dała tego poznać nikomu.
Miała jednak w duszy żal zatajony do niego — o co ? Nie umiała tego sformułować. Teraz tajemne szepty z dziadem podniosły jeszcze więcej jej niezadowolenie.
Nigdy żadnych tajemnic między nimi nie było, skądże teraz do tego doszło, że ją. w step pędzą, ażeby pogadać swobodniej ?
Miotana żalem nienazwanym, ściągnęła nahajką konia i zamiast do tabunu, w step popędziła, przed siebie, gdzie oczy niosły.
Maksym pozostał z Sokołem sam na sam.
— Dawno graf był u was ? — zapytał.
— Nie...
— Często zagląda ?
— Dosyć... Z tabunem się pora... konia ujeżdża ..


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 Nastepna>>