Złotobrody emir






Grzegorz wszedł do salonu ze zwykłą swoją sztywną i obojętną miną.
— Konie proszę jasnych państwa zaszły. Emir powstał pierwszy.
Marszałek stał obok niego z miną zasmuconą.
— Więc panie tego... te... gardzisz moją rybką.. a dałbym ci szczupaka w szarym sosie takiego, że tsa.. tć...
— pochwały swoje umiał tylko cmokaniem wyrazić.
Marja przy pożegnaniu nie ukazała się. Matka przeprosiła w jej imieniu gości i złożyła wszystko — na ból głowy.
Zwykły to manewr niezadowolonych mam.
Obaj wyjechali zamyśleni. Czuli na sobie ciężar atmosfery zarwańskiego dworu.
Dopiero kiedy w czysty step wjechali, kiedy ich otoczyło świeże powietrze, kiedy tchnienie życia_, _poczuli obaj, odezwał się Emir:
— Moje poselstwo nie powiodło się — rzekł
— a twoje ?
— Doskonale ! Będziemy czekać !
— Mówisz, że ludzi budzić trzeba — zbudźże taką duszę, jak marszałka!
— Są to, mój drogi, niedobitki augustowskich czasów. O sto lat zapóźno urodzili się... Bogiem ich — brzuch. Tacy z letargu nie obudzą się już nigdy...
Dzieci nie pójdą w ich ślady!...
VI.
Po wyjeździe grafa z Padurą do Zarwańca, Sokół na Maksymów futor pojechał.
Pobłażliwy dotychczas na wszelkie miłostki grafa po za domem, podejrzliwem okiem patrzył na zbliżenie się jego do Hanusi: odwracał uwagę Emira w inną stronę, ile razy mógł
tylko.
Co on w tem miał?
Nie mówił nikomu. Dziad Maksym milczał także.
Ludzie pamiętali tylko, że przed laty piętnastu Sokół przyprowadził na futor obdarte, bosonogie dziecko, w grubej konopnej koszulce, łata na łacie, która sięgała jej do kolan i
stanowiła jedyny strój.
Była to dziecina niezwykle piękna i kształtna : płeć miała smagłą, taką samą twarz, śliczne czoło i nos, a z pod brwi, w malutki łuk zgiętych, strzelały jasne, błękitne,
wielkie, dobre i ciekawe oczy. Obdartą, bosą, z buzią powalaną sokiem wiśniowym, przyprowadził ją na futor Sokół.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 Nastepna>>