Złotobrody emir






— Zrzućże nareszcie — rzekła pani marszałkowa z niezadowoleniem — mój drogi, swoją... szlafmycę.
Marszałek po głowie się uderzył.
— Jak się tylko zapracuję, panie tego... o całym świecie zapominam! — rzekł z komiczną powagą marszałek.
W tej chwili Grzegorz zwykłym swoim obojętnym głosem obiad zapowiedział.
— Natychmiast służę! — zawołał marszałek i w drzwiach, prowadzących do jego apartamentów, zniknął.
Pasztet był wyśmienity, ale rozmowa szła przy obiedzie, jak po gradzie.
Emir, pragnąc jeszcze raz wywołać rozmowę na temat oświadczyn, już przy obiedzie zapowiedział, że po zachodzie słońca natychmiast chciałby wyjechać.
Pani marszałkowa zapraszała półgębkiem, ale też obu gościom o te zaprosiny nie szło.
Padura miał słowo Maryni, z którem mógł czekać, a Emira nudziły już kulinarne zachwyty marszałka.
Czarną kawę podano na balkonie pani marszałkowej, gdzie się całe towarzystwo zgromadziło.
Marszałkowa skinęła na Marynię, aby wyszła.
— Mój drogi — zwróciła się do męża pani Popowska, starając się nadać najwięcej powagi słowom swoim — pan hrabia oświadczył się dzisiaj...
W mowę jej wpadł marszałe.
— Oświadczył się panie... tego... te... komu?
— Mnie...
Marszałek wielkie oczy zrobił. Pani Popowska ciągnęła dalej z niezamąconym spokojem.
— W imieniu pana Padury o rękę Maryni...
— A cóż panie... tego... te... dobry chłopiec...
— Nic przeciwko panu Padurze nie mam — ciągnęła pani marszałkowa — ale Marynia jest jeszcze zbyt młodą dziewczyną ..
Pan marszałek spoglądał na żonę, pilnie śledząc grę jej twarzy, ażeby się z czemś niestosownem nie wyrwać.
— Tak, młoda jeszcze panie... tego... te...
moja żona wie przecież najlepiej ..
— A pan Padura w daleką i długą podróż wybiera się. . Kiedy więc pan powróci — mowiła, w twarz Tomasza pilnie patrząc — wtenczas...


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 Nastepna>>