Złotobrody emir






— Róbcie... zaczynajcie...
— Wyłożyłem wam powody, dla których wy zacząć musicie, właściwie — Warszawa .. To punkt najważniejszy, bo posiada wojsko polskie i głowy dobre.
Nie udałem się jednak do Warszawy. Jest ona niezawodnym punktem dośrodkowym, ale bez was nic nie zrobi. Musiałem się przeto z wami najpierw porozumieć.
Musimy działać wszyscy razem; w odosobnieniu zgniotą nas po kolei. Razem tylko stanowimy siłę! Zacząć będzie musiała Warszawa, my — za nią.
Czy pan hrabia możesz mi wskazać drogę tamtędy?
— Mogę, jeżeli pan przyjedzie z preliminarzem ugody gwarancyjnej ze strony przyszłego rządu Rosji, zabezpieczającym nam zupełne zrzeczenie się prowincyj odebranych od Polski i
zupełną swobodę organizowania się wewnątrz.
— Postaram się o to.
Podali sobie ręce na znak przymierza.
— Obyż to wszystko zakończyło się jak najlepiej! — rzekł Padura.
— Na waszą i naszą sławę — dokończył Emir. Nekras do Padury się zwrócił.
Nekras do Padury się zwrócił.
— Ja sam przyprowadzą do was Uralców i Dońców, a_ _wy Kozaków ukraińskich rozbudźcie — i będzie dobrze!
— Na pohybel niewoli !
— Na pohybel!
IV.
Przybycie Padury z Warszawy, wieści o wrzeniu umysłowem, panującem tam pośród młodego pokolenia, wiadomość o spisku, uknutym w celu zrzucenia jarzma moskiewskiego — wszystko to
niezwykle oddziaływało na wrażliwy i żywy umysł Emira.
Dotychczas wiedział o tem, co się dzieje, przez Padurę, który cichutko nabywał stosunki z każdą kupką niezadowolonych, ale sam stał na uboczu.
Nie widział jeszcze dla siebie pola działania. Teraz zwrócenie się do niego Nekrasa pochlebiało jego dumie.
Namiętna jego dusza, rwąca się do czynu, szukała ciągle drogi; duma nie pozwalała mu pójść jedną, na innej nie znajdował dla siebie miejsca.
Moskwa dawno już wyciągała do niego ramiona, ale się od nich odchylał ze wstrętem.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 Nastepna>>