Złotobrody emir






Ledwie próg furtki przekroczyli, ojciec Łukasz zatrzymał się.
— O sobie, kochanie, nie zapominamy, ale zapomnieliśmy o koniętach i furmanie.
— Najęty — wtrącił p. Tomasz.
— Ale zawsze pamiętać o nim godzi się... i człowiek i konie głodne, zdrożone... One, kochanie, potrzebują także odpoczynku.
Ojciec Łukasz stal, jakby się namyślał, co robić.
— Poczekaj kochanie... do organisty go odeszlę... u mnie, jak Bóg miły, nie miałby gdzie przytulić się...
Zawołał furmana, pokazał, dokąd ma jechać a sam do plebanji, stojącej w końcu wielkiego i długiego dziedzińca z p. Tomaszem poszedł.
W głębi dziedzińca, widać było obszerny parterowy budynek, o białych ścianach, słomianym dachu, z obszernym gankiem, rozpartym na czterech dębowych kolumnach, które u dołu do
jednej trzeciej wysokości połączone były ścianką w zamieć, a u góry posiadały równo ścisłe głowice, podpierające wprost belkowanie.
Wewnątrz ganeczku, tworzącego coś podobnego do werandy, przy obu podłużnych ściankach stały proste dębowe ławeczki.
Na lewo nieco od plebanji ciągnął się parkan wysoki, oddzielający probostwo od placu, niedawno opisanego, który jednem ramieniem dotykał kościoła, a przy parkanie mały wirydarzyk
i altana dzikiem, winem gęsto opleciona. Kiedy się do altany zbliżyli, ojciec Łukasz do p. Tomasza się zwrócił.
— Tu można wiaderko postawić... potem sobie kwiatki podleję...
dziękuję ci, kochanie, dziękuję...
Objął za szyję gościa i pocałował.
Potem ręką na plebanję skinął.
— A oto i moje królestwo na ziemi...
— Obszerny dom ..
— wtrącił p. Tomasz.
— Obszerny kochanie, obszerny... ale prawdę powiedziawszy, ksiądz Kalasanty króluje tutaj... ja popasam... niewiem tylko, kiedy wyjadę.
Mówił to z dobrotliwym, łagodnym uśmiechem i młodego gościa do swojej izby na popasie prowadził. Widok mieszkania ojca Łukasza wielkie na Padurze wrażenie zrobił.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 Nastepna>>