Złotobrody emir





Opowiadali szeroko — w obcym języku — bo nawet do tego stopnia miłość własną zatracili — jak Ruś walczyła o swoje prawa i religję z Polską, ale nikt nie odważył się
mówić o tem, co straciła na połączeniu się z Rosją. Do tego brakowało obywatelskiego ducha. Naród milczał. Milczenie brano za zadowolenie i szczęście.
A tymczasem na barkach Rusi, Rosja budowała swoją potęgę.
Na szczęście jednak tradycje narodowe przechowywały się jeszcze u ludu wiejskiego.
Związane one były z pamięcią walk srogich i długich, ale czas dokonał tej przemiany w narodzie, jakiej dokonuje w człowieku: gorycz i ból przebytego życia zatarły się i znikły,
ale zostały natomiast wspomnienia lepszych chwil, które przybierały charakter świadomy i jasno określony.
Łatwość życia, dostatek, wolność osobista, brak wszelkich ciężarów i obowiązków, które niszczyły lud, a stawały się źródłem bogactwa urzędników, zwracały często myśl
ludu na przeszłość. Piśmienna — że tak powiem — sztucznie stworzona, dla propagandy i polityki, nienawiść dla Polaków, w gruncie rzeczy nie istniała i nie istnieje.
Lud wiejski zachował ze szlachtą patrjarchalny stosunek dawnej zażyłości i przyjaźni, jakiego dotąd nigdzie nie ma dla swoich mniemanych dobrodziejów i zbawców, zdawał po swojemu
sprawę z tego, kto i jak nowy porządek wprowadził i o przyszłości marzył.
Tę nutę nadziei i niezadowolenia trzeba było tylko umiejętnie wyzyskać, trzeba było ten popiół dziejowy rozgrzebać, iskry w nim leżące rozdmuchać i podłożyć pod dach tego
olbrzymiego gmachu, który na ruinach Polski i Rusi zbudowany został. One obie legły jako podwaliny obcej potęgi.
Kto je wysunąć zdoła, ten zobaczy, jak jest nietrwałą ta na pozór potężna budowa moskiewskiego państwa.
Ludzie, którzy na czele ruchu w Petersburgu stali, oglądali się za sprzymierzeńcami nie na zewnątrz, ale wewnątrz kraju.
W tem właśnie polegała cała ich trzeźwość, która powodzenie zapewnić mogła.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 Nastepna>>