Złotobrody emir





Konie posiodłane niespokojnie rżały przed gankiem; tymczasem grom po gromie rozlegał się, niby daleka kanonada, a ciemna głębia nieba rozchylała się, przecięta wężykowatą
strzałą piorunu, lub oświetlała się płomieniem dalekiej błyskawicy, która na pół nieba rzucała ognistą oponę.
Po każdym takim gwałtownym błysku, zdawało się, że jeszcze większa następowała ciemność.
Wtem mignęło światło w ganku, ruch się zrobił, ukazały się postacie ludzkie — wreszcie drzwi się otworzyły i w półświetle stanął Emir, a za nim Witort i Sokoł.
Emir miał narzuconą na ramionach czerkieską burkę, spiętą pod szyją rzeźbioną klamrą, srebrną, której poły rozchodziły się tak szeroko, że zwykle cały tył konia
zakrywały. Na głowie — pomimo lata — _smuszkową, _czapkę, wzorem kozackim wysoką, z denkiem czerwonem. Z pod burki migały przy pasie srebrem nabijane pistolety Lepage'a.
Zdawało się, że na daleką wyprawę wybrał się.
Podano mu konia.
Wsiadł i z kopyta z pod ganku ruszył, nie czekając na współtowarzyszy, którzy po kolei dosiadali koni i za mknącym przodem Emirem podążali.
Śród głuchej ciemnej nocy słychać było daleko rozlegający się tentent kopyt końskich, a mig błyskawiczny pozwalał dojrzeć jeźdźców, pomykających jeden za drugim, jakby
gonili kogoś uciekającego przed nimi.
Gnał ich niespokojny duch Emira.
Popędzili wszyscy w kierunku Bałty.
Dokąd ? I sam Emir o tem nie wiedział.
Ludzie, których na drodze napotkali, zdążających do Sawrania, lub Czumary, siedząc lub leżąc wyciągnięci na swoich _makach _i paląc lulkę, żegnali się, kiedy koło nich
pomykali _jeźdźcy, _pędzący jedni za drugimi...
— Tfu! _neczysta syło! _— wślad za nimi wołano.
— _Łukawyj neset'sia!_
— To na wesele! — Albo _z _wesela...
Niekiedy żarty i przestrach obijały się o uszy jeźdźców—ale opamiętać i powstrzymać nie mogły.
Wreszcie echa kopyt przygłuchły — wyraźny chrzęst słychać było.
Nogi końskie grzęznąć poczęły w piasku.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 Nastepna>>