Złotobrody emir





Pragnął się z młodym przyjacielem zobaczyć co rychlej, ale go o przyjazd nie naglił, wiedział, że Padura z pierwszej sposobności korzysta, ażeby do pałacu na dłuższą rozmowę
zawitać.
Zanim się więc z Emirem zobaczy, chciał pierwej sprawdzić domysły swoje co do Nekrasa.
I Chodakowski rad był ich poznać ze sobą.
Raz więc nad wieczorem wybrali się obaj na drugi koniec miasta w odwidziny do Nekrasa. Pan kapitan mieszkał daleko, przy drodze wiodącej z miasta do Olgopola.
Zmrok zapadł, zanim do mieszkania jego doszli. Tu i tam poczęły błyskać światełka, z rzadka z początku. potem coraz gęściej i migotały rozsiane na ciemnem tle nocy, jak gwiazdy.
— U kapitana ciemno — zauważył Zorjan.
— Któryż to domek ?
Zorjan nakierował wzrok jego na chatę,stojącą na uboczu drogi i o ile z błyskających świateł przez okna można było wnosić, na pochyłości.
Zbliżyli się nareszcie do niej.
Śród ciemności ledwie ją można było rozpoznać po białych ścianach. Od chaty dolatywał do nich jakiś śpiew, nieco do mruczenia podobny, żałosny, smutny, jękliwy.
Chodakowski za rękę Padurę ujął.
— Poczekaj pan... ktoś śpiewa... Zatrzymali się i słuchali.
Śpiew, a raczej powiedziawszy jakaś skarga śpiewana, rozlegał się
dalej — a tą samą siłą, z tem samem natężeniem, z tym samym jękiem żałosnym.
— Nie, to nie nasz...
— zauważył Chodakowski.
— Co?
— Śpiew .. nie uważasz pan ?
— Nie wiem, o co panu chodzi.
— To Moskal śpiewa Nasz lud posiada więcej melodyjności.
więcej śpiewności, więcej rozmaitości motywów.
Śpiewający półgłosem żołnierz, posłyszawszy szmer, przestał śpiewać i śród ciemności nocy.
słychać było jakiś ruch gwałtowny i widać ledwie zarysowaną ludzką postać. Był to „deńszczyk" Nekrasa.
Na szmer zbliżających się kroków porwał się na równe nogi, myśląc, że może kapitan cicho się zbliża.
— Kapitan w domu? —spytał Chodakowski. — Nie ma... wasze bł...ła..
.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 Nastepna>>