Złotobrody emir





Zmian więc ani w jej życiu publicznem, ani prywatnem prawie nie było. Dobrobyt materjalny podnosił się coraz bardziej, a żydzi odczuwali go może najlepiej.
Mówiły o tem ich twarze zadowolone i spokojne, ich atłasowe chałaty.
Pośród grup mężczyzn przesuwały się jeszcze z większą, zda się, powagą gromadki żydówek — były to bałabusty, córki i żony spacerujących.
I na nich świeciły atłasowe suknie, koiczyki i braselety, kupione może za bezcen u hajdamaków, a nad czołem, w opasce na włosach migotały perły, rubiny — nawet i brylantów nie
brakowało. Cały ten różnokolorowy tłum przechadzał się jak pawie, spokojnie używając szabasu i wieczornego chłodu.
Za parę godzin zajść miało słońce i plac ów, dziś taki rojny i tłumny, opustoszeje znowu aż do nowego szabasu, gdyż tylko chłopi z sąsiednich wsi przyjeżdżają tutaj z
drzewem i sianem, a kozy żydowskie — typowe pieczeniarki — zbiegają się z całego Sawrania na bezpłatne pożywienie.
Skrajem tego placu, jedną stroną dotykającego ogrodzenia kościoła i plebanji, szedł jakiś staruszek bez czapki i dźwigał wiadro wody.
Wprawdzie trzymał w ręku kapelusz, lecz nie dlatego, że jeszcze słońce wieczorem dobrze przypiekało, więc mu na głowie, chociaż słomkowy, może ciężył, ale prawdopodobnie
dlatego tylko, ażeby go do ukłonów nie zdejmować, gdyż zgarbioną jego postawę widać było z daleka w ciągłym ruchu głową, ręką i kapeluszem.
Czarny długi ubiór starca i ogolona twarz pełna dobroci, spokoju, rezygnacji i pokory, znane były dobrze mieszkańcom Sawrania.
Był to proboszcz miejscowy, ksiądz Łukasz, jeden z tych rzadkich cnót i dobroci ludzi, którzy żyją tylko dla posług innym.
Na swoje kapłańskie posłannictwo zapatrywał sie on chłopskim rozumem: nie dość jest piękne słowa wygłaszać z ambony, trzeba pięknie czynić i świecić ludziom przykładem.
Nic też dziwnego, że miłowano go i szanowano dokoła, bo jak ks.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 Nastepna>>