Złotobrody emir






Padura nic o tem nie wiedział.
Zdążał do Sawrania uspokojony, szczęśliwy.
Emir przyjął go z otwartemi ramiony.
Po pierwszej chwili długiego, serdecznego uścisku, w ogorzałą od wiatru i niepogody twarz przyjaciela spojrzał, pragnąc w niej przedewszystkiem dobrą nowinę wyczytać.
Twarz i oczy dobrą wieściły wróżbę.
— I cóż ? — ośmielił się nareszcie zapytać.
— Żyje Ukraina! — odrzekł z entuzjazmem Padura.
Łzy radości błyszczały jednocześnie w oczach obu.
Rzucili się sobie w objęcia.
— Niechże żyje sobie na sławę, wrogom na pohybel!
Padura długo w noc.
zdawał najbardziej szczegółową relację ze swojej podróży, powtarzał doznane uczucia, wrażenia, myśli, opowiadał o kraju, o ludziach z którymi się stykał.
Emir ożywiał się pod wpływem tego opowiadania i nabierał ducha.
Późno już po północy, kiedy się mieli na spoczynek udać, Padura zapytał:
— O Chodakowskim nie miałeś wiadomości żadnej ?
— I owszem... chciałem ci właśnie powiedzieć...
Padura niespokojnie przerwał mu.
— Cóż?
— Wrócił... U Halickiego chory leży...
— Biedny! — wykrzyknął ze współczuciem Padura.
— Nie bój się! Nic mu nie brakuje.
Lekarz był na każde jego zawołanie.!.
— Muszę go jutro rano odwidzić!
— Więc razem pójdziemy... i ja właśnie wybierałem się do niego.
Bądź jednak spokojny, na dozorze mu nie zbywa.
Rozstali się do jutra.
Ojciec Łukasz, który przy chorym Zorjanie czuwał, dowiedziawszy się, że Padura z podróży wrócił, raniutko poszedł do niege.
Padura tylko co ubrał się i miał właśnie iść do grafa, kiedy wszedł ojciec Łukasz.
Miał wyraz twarzy smutny, pognębiony...
Przywitali się z uczuciem poważnem, milcząco.
— Wiesz, kochanie, Zorjan chory... bardzo chory.
— Dowiedziałem się wczoraj o tem od grafa, w tej chwili miałem pójść do niego, a z nim do chorego.
— No, to nie przeszkadzam...
kochanie, nie przeszkadzam...


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 Nastepna>>