Złotobrody emir





Wejście do niego było zatarasowane kilkoma zrąbanymi bodiakami, odmiany o liściu jasno-zielonem, nakrapianem biało, która posiadała kolce wielkości półpalca nieraz.
Liście, łodyga, wszystkie jej gałęzie, wszystkie pochwy będą bronione tymi kolcami. Ani człowiek, ani bydlę nie odważało się wejść do tego lasu, bronionego miljonami spis.
Podróżni zatrzymali się przed stosem bodiaków, zagradzających wejście do tej osobliwej kolonji i po dziedzińcu rozglądali się.
Na samym końcu polanki było coś na podobieństwo chaty. Otwór w ziemi, zaopatrzony w schodki, prowadził do głębi.
Nad nią dach z ziemi usypany, na którym rosły pożółkłe trawy, z pod dachu widać było malutkie otwory — okienka. I nic zresztą. Na dziedzińcu ani żywej duszy ludzkiej !
— Trzeba zawołać, może kto się odezwie.
Zawołano raz i drugi, — aż na schodkach pokazała się jakaś postać niewieścia.
Kobieta była lat trzydziestu, ładna jeszcze i z ukraińska odziana.
Patrzyła na gości i milczała.
Badała ich tylko uważnie.
— _Diadyno! _a pozwolicie nam przenocować ?
— Albo ja wiem... _czołowika _nie ma. Rodzinna mowa zainteresowała ją jednak.
— Cóż wy za jedni ?
— Podróżni, ot z torbą i bandurą chodzimy po ludziach.
Głową pokręciła, ale się z miejsca nie ruszyła.
— _Czołowika _nie ma...
Spojrzała na niebo.
— Ot, może niezadługo i nadejdzie.
— Puśćcie, puśćcie — prosił dziad — i nóg naszych szkoda, i głowę gdzieś przecie trzeba przytulić.
— Boję się... Bóg wie, co wy za ludzie!
Byłaby ostrożna baba nie puściła.
Ale w tej chwili szelest jakiś posłyszeli — odwrócił się Padura i tuż za sobą prawie ujrzał człowieka, na pół po kozacku, na pół po chłopsku ubranego.
Przywitali się.
— A wy oto do zagrody, jak wilki, zaglądacie ? — spytał.
— _Eheź!_
— Przenocować chcemy, ale baba nie puszcza — wtrącił Padura.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 Nastepna>>