Złotobrody emir





Nie droga ich przez step wiodła, ale mogiły i gwiazdy.
Idąc, rozmawiali ze sobą.
— Mówią, że jeszcze trzy dni drogi — zaczął Ołeksa.
— Trzy..,
— Daleko...
zmęczony jestem.
Słońce już się dobrze na drugą połowę nieba pochyliło. Wietrzyk łagodny od morza dmuchał.
— Chciałbym gdzie lak parę dni odpocząć.
— Może i znajdziemy gdzie... o to nietrudno. Szli jeszcze z godzinę może.
Niebo było tak jasne i czyste, ż_e _chmurka żadna nie mąciła tej jasności.
Tylko cisza pełna życia otaczała ich do koła.
— Kto wie _bat'ku _— zaczął Padura — czy się wasze życzenie nie sprawdzi.
Mówiąc to, patrzył pilnie w punkt jeden na niebie.
— Albo co ?
— Zdaje mi się, że dym widzę...
— Gdzie?
Zatrzymali się. Padura nakierował wzrok Ołeksy w tę stronę, w którą sam patrzył.
Dziad patrzył, głową kiwał, rzekł wreszcie :
— Nie, nie jestem pewny... może.
— A ja jestem prawie pewny. Uważacie, _bat'ku _jak się wije... o... o... o.....
— Nie widzę !
Twoje oczy lepsze. Przeszli jeszcze ze dwie h_ony _i przekonali , się, że Padura miał rację.
Widać było dym, ale nie widać mieszkania, ani budynków żadnych.
Wkrótce jednak błękitna smuga dyma zarysowała się wyraźnie na opalowem niebie, niby wężyk ruchomy, który do nieba piął się i topił się w opalach.
Prawdę mówił Padura — dym ów zwiastował siedzibę ludzką.
Przez las łobody i bodiaków prowadziła do niej wąziutka ścieżka, taka, że tylko człowiek i bydlę przesunąć się nią mogły.
Wóz nigdy jeszcze widocznie nie przekroczył progów tego lasu stepowego...
Weszli w tę głębię w pojedynkę, jeden za drugim.
Cisza wszędzie, nawet pies na ich powitanie nie zaszczekał.
W środku tego lasu było wolne miejsce, niby wykorczowana polanka, która służyła dziedzińcem i twierdzą dla bydła i ludzi.
Po dziedzińcu chodziło bydło, konie, owce, kur trochę — swobodnie.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 Nastepna>>