Złotobrody emir





Umieli więc cenić tę dziką wolność, jakiej im do czasu jeszcze pozwoliła używać matka-natura.
Jesień już była.
Step dawną, zieloną, a raczej szmaragdową barwę zamienił na blado-złocistą.
Jak lasy sterczały żółciejące bodiaki, świecąc resztkami kwiatowych rumieńców, kępy burzanów ze skręconemi w trąbkę, na pół zwiędłemi liśćmi, a pomiędzy te kępy
strzelały w górę, niby świeczniki jakie, proste, równe, blado-zielone dziewanny, lub rozpościerały się szeroko b_urkuny, _rozrzucając dokoła drobne swoje drzewiaste łodygi.
U podnóża tych olbrzymów stepowych garnął się tłum szaraczków — bratki, rumianki, macierzanki, piołuny.
Wszytko to rosło bujnie, dostatnio, z całą swobodą bez troski o to, ażeby czyjaś ręka zerwać je tu chciała, chociażby na własny pożytek.
Całe generacje roślin rodziły się i zamierały wolne, ręką niczyją nie tknięte, w zimie, kiedy śnieg pokrył całą płaszczyznę stepową, zjawiał się człowiek, kosił je, w
stosy układał i przy ich trupach grzał sobie ręce i gotował strawę.
Słońce świeciło jasno jeszcze na stepie, ale nie piekło już.
Rankami mgły pędziły chyżo od morza, po czubach bodiaków i burzanów czepiając się; wieczorami daleki horyzont zaciągał się opałową zasłoną, a powietrze stawało się tak
dźwięczne i czyste, jakby pod stropem niebieskim grała niewidzialna muzyka, w której wyraźnie odróżnić można było dźwięk każdego instrumentu.
Co chwila słychać było śród tej ciszy wieczornej płacz odlatującego klucza żórawi, ćwierkanie jaskółek, krakanie kruków, lub zwołujące się do gromady pardwy.
Padura i Ołeksa może ze dwa tygodnie wędrowali stepem, rzadko się z kim widując, a wszędzie podkładając zarzewie, które pierwsza burza miała rozdmuchać.
Chleba posiadali pełne torby, każdy jar dostarczył im wody źródłowej, a nocleg znajdowali w łozach lub _bajraku._
Zbliżali się do siedzib dawnego Zaporoża.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 Nastepna>>