Złotobrody emir






— Nie nasza krew! — zaprzeczał Hulanicki!
— Ale nasza dusza, z nami pracuje i dla nas. Ołeksie wierzył.
— Taka to moja ziemia, taka moja i ojczyzna, jak i wasza.
Przodkowie naszych przodków na tej ziemi się rodzili, tak samo, jak i myśmy się porodzili. Jednak droga powinna być ona i wam i nam.
— Prawdę mówisz, mój chłopcze.
Wziął jego głowę w obie ręce, ku sobie nachylił i pocałował.
— Jak będziemy żyć w zgodzie i miłości, da Bóg, wnuki nasze oglądać będą wolnemi oczyma wolną i wielką Ukrainę !
— Wierzę w to! — zawołał Padura.
— Wierz, synu — i ja wierzę ! Ja pamiętam jeszcze koniec naszej wolności i jej konanie, tobie może Bóg pozwoli zmartwychwstanie zobaczyć.
Było coś w tej rozmowie poważnego i głęboko wzruszającego. Dwa pokolenia podawały sobie ręce do wspólnego celu, jedno stojąco nad grobem, drugie, przed progiem życia.
Był to żywy obraz niejako tej nici, która przez cały organizm narodowy przewija się, przez długie wielu życia się ciągnie i nazywa się tradycją.
Hulanicki, potomek wojskowej rodziny, rozumiał doniosłość chwili bieżącej dla rozpoczęcia walki. Na wilki nikt w pojedynkę nie chodzi, chyba na upatrzonego, ale obławą.
Przyrzekał też sam działać i innych do działania pobudzić.
— Są tacy między nami — mówił Ołeksa — którzy się Lachów boją. To moskiewskie sztuczki.
Moskale, jak niańki dzieci, straszą nas: mówiąc: _wowa zjiść... _ażeby dziecko pokorniejsze było ze strachu i powolniejsze.
Hulanicki zaśmiał się.
— Prawda, święta prawda!
Kłóciliśmy się z Lachami, źle było z nimi, a gorzej jemu bez nich. Nie głupi to wymyślał: z_ Lachamy hud'mo, z Lachamy bud'mo...
_
— Tak i Mazepa pod koniec życia zrozumiał, że bez Lachów z pazurów Moskwy nie wydobędziemy się — i do nich się pochylił.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 Nastepna>>