Złotobrody emir





Niech się trzymają, niech wyostrzą szable, przygotują prochu i kul — więcej tymczasem nie trzeba!
— Tyle potrafię !
— Niechaj wasza chata, która pamiętała upadek Ukrainy, pamięta także i jej zmartwychwstanie !
— Daj Boże!
— Amen!
Po chwili milczenia Hulanicki znowu głos zabrał.
— Tylko tyle w niej poprawek zrobiłem przez całe moje życie, że dwa razy dach słomą przekryłem i nadgniły słup w odrzwiach wyjąłem i zastąpiłem nowym.
A słup ten święty dla mnie.
— A to czemu?
— Na nim jest miara wzrostu mego dziada i Mazepy. Kiedy z Baturyna wychodzili — mierzyli się w tej chacie. Chcecie zobaczyć?
— I owszem, pokażcie.
Hulanicki poprowadził obydwóch do szopy, w której o ścianę opartych stało kilka desek.
Na jedną z nich uwagę widzów zwrócił.
Widać było na niej wyraźnie dwie szerokie kresy.
— Oto ten górny znak — to wzrost mego dziada, a dolny — Mazepy... Poszli razem i nie wrócili biedacy!
Za to, że kochali kraj własny, przeklinają ich we wszystkich cerkwiach, a ciemny lud słucha i nie wie, że przeklinają z rozkazi cara tego, który w obronie ludu stawał.
Przyjdzie chwila, że kiedyś tak samo błogosławić będą, jak dziś przeklinają!
— Obyż jak najprędzej nadeszła!
Hulanicki, zajęty smutnem wspomnieniem
ciągnął dalej:
— Sam jestem, jak palec... chaty nie mam komu zostawić...
gdybym miał, zostawił-bym słup wnukowi, a tak, kazałem go popiłować na deski i trumnę dla siebie z nich zrobię !
Obaj podróżni poprzyjaźnili się z gospodarzem, Hulanicki pilnie Padurę obserwował. Z początku brał go za syna Ołeksy, słysząc szczególnie, jak go nazywał _„bat'kiem".
_W mowie, w obyczajach nie było między nimi różnicy, ale była w ruchach i giestach. Padura powierzchownością szlacheckie pochodzenie zdradzał.
Kiedy się już dobrze ze sobą obyli, stary nie wytrzymał.
— _Toj, to nasz _— rzekł na Ołeksę wskazując — _ałe ty ni._
— Nasz, nasz!


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 Nastepna>>