Złotobrody emir





Po wojnie wróciłem do domu, zostałem bogatym człowiekiem, ożeniłem się, ale o tym — ręką na portret pokazał — zapomnieć nie mogłem... ani on o mnie...
Śnił mi się zawsze z tą raną w piersi, blady, ledwie żywy i szeptał tak cicho, że ledwie słyszałem, jak wtedy :
— I wy przegraliście !
Spojrzał na portret.
— Ten nie jest podobny do tamtego... W twarzy jego było coś dobrego, spokojnego, coś takiego, że kto raz zobaczył, nie zapomniał nigdy.
— A skąd-że dostaliście portret ?
— znowu Ołeksa zapytał.
— Kupiłem, powiadam — odrzekł z pewną niecierpliwością. — Kiedyś na jarmarku, tu taki w Baturynie, obaczyłem i poznałem.
Niechaj wisi u mnie — pomyślałem sobie — i kupiłem.
Znowu zapanowała cisza poważna.
— Może znalazłby się taki — począł Ołeksa — któryby i za naszą wolność szablę podniósł i ludzi koło siebie zgromadził.
— Aby było jeszcze gorzej ?
— zaprotestował Łysienko.
— Ku gorszemu idzie i bez wojny... tak ładnie przerabiają nas na Moskali, że za jakie sto lat i mówić po swojemu zapomniemy.
Jednych kupią pieniądzmi, drugich urzędami, a _chmyz _i sam się pogarnie... poprowadzą go, gdzie zechcą, tak jak psa kiełbasą.
— A wojna co nam da?
— Wolność.
— Co z niej ? — rzekł lekceważąco Łysienko.
— Jakto, co ?
Co-byś ty powiedział, gdyby do twego domu przyszedł Tatarzyn, silniejszy od ciebie, siadł w chacie i wykrzykiwał: dawaj tego, owego ! Rób to i owo !
Nie wziąłbyś za kij i nie krzyknął: a pójdziesz ty stąd duszo pieska! Będziesz mi gospodarował w mojej własnej chacie!
Nie bardzobyś się pytał o to, że Tatarzyn silniejszy, że podużać ciebie może i co będzie potem!
Uwaga trafiła do przekonania Łysienka.
— Ta-że prawda...
— A Ukraina, to nie chata nasza ? A my w niej, to nie gospodarze? A Moskwa czyż nie robi, jak ów Tatarzyn, co wlazł do chaty i wykrzykuje — co ?


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 Nastepna>>