Złotobrody emir





Nikt ze służby nie pokazywał się, ażeby się panu nie narazić. Znano już to zamiłowanie grafa i pilnie przestrzegano spokoju.
Niekiedy przywoływał do siebie Witorta i grać kazał — ale coraz rzadziej.
I teraz sam siedział z filiżanką kawy na stoliku, z cybuchem w ustach i wzrok utkwił w bezmiar stepowy.
Długo tak siedział. Późno już było. Od Humania księżyc powstał wielki, jasny, złotosrebrny i podnosił się do góry śród własnej jasności. Gwiazdy nie ustępowały z drogi.
Jedne gasły, inne migały blado, a on wiązki srebrnych promieni rzucał na ziemię, oświecał wszystko fantastycznem światłem i wszystkiemu, czego się te promienie dotknęły,
nadawał, zda się, kształty, ruchy życia.
Emir w oświeconą ciszę stepu patrzył zamyślony, rozmarzony może.
Wzrok jego tonął w oświetlonej przestrzeni, jakby tam myślą szukał kogoś, lub gonił.
Grzbietem pochylających się leciuchno traw, na jasnem tle zdawało się, że przebiegały olbrzymy
jakieś.
Wysunąwszy się nagle, niby z pod ziemi, pędziły cicho, same ciche i tajemnicze, mieniące się tylko od srebra — i nikły tak samo niewiadomo gdzie, jak nie wiadomo skąd przyszły...
Po ziemi ścieliły się albo wielkie cienie, albo smugi drgającego po wierzchołkach traw światła, rozrastały się do olbrzymich rozmiarów, łączyły się z innemi, albo
rozpryskiwały się na miljardy promieni. Cisza panowała pognębiająca, głucha, pełna smutku i poezji, pełna złudzeń.
Zdawało się, że step roił się fantastycznymi znakami, które niewidzialne, niepochwytne otaczały człowieka swemi przejrzystemi ciałami, wkradały mu się do duszy, do myśli i
dostrajały go do wrażeń i uczuć niezwykłych.
Przez tę ciszę wielką co chwila przepływały echa wycia zgłodniałego wilka, które płynąc potężniały, rosły, odbijały się ze wszystkich stron i uderzały wreszcie o ucho,
niby odgłos pełnej grozy piekielnej muzyki.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 Nastepna>>