Złotobrody emir






— Chciałem cię prosić, abyś Halickiemu pomógł kupować...
Pfeifer uśmiechnął się zadowolony.
— Pomagałem, proszę pana hrabiego.
— Zaprosiłem pana Pfeifera...
— wtrącił Halicki.
— Bardzoś dobrze zrobił.
Do Niemca się zwrócił.
— Mam do ciebie jeszcze jedną prośbę.
— Jestem na rozkazy.
— Potrzebuję weterynarza do stadniny..
.
ażeby u mnie mieszkał i koni pilnował... masz czas ?
— Mam, proszę hrabiego.
— Więc zostań u mnie. Pfeifer ukłonił się.
— Będziesz dozorował stadniny i pomagał w kupnie Halickiemu.
Pfeifer był w siódmem niebie. Staruchowi przypomniały się młode lata.
Nawrócili znowu do Maksymowego futoru.
Emir wydał dyspozycje, dokąd jakie konie odesłać, gdzie gromadzić gniade, gdzie siwe i tak pomaleńku do futoru zbliżali się.
Jak raz, na początku jaru, przy którym futor Maksyma stał, może na ćwierć wiorsty od chaty, pod małym laskiem dębowym, Halicki ruch jakiś spostrzegł, niby zbiegowisko.
Ale skąd, z jakiej racji ? Przed trzema godzinami ani ducha żywego tu nie było — teraz miasteczko całe!
Emir patrzył także w tę stronę, ale spokojnem, obojętnem okiem.
Podjeżdżając, dostrzegli wyraźnie coś podobnego do obozowiska.
Frontem nieco ku stepowi wysunięty stał wielki namiot, do domu raczej, niż namiotu podobniejszy, a opodal nieco, pod samym lasem, kilka pomniejszych.
Pomiędzy wozy, konie, woły snuło się mnóstwo ludzi, znoszono jakieś sprzęty... Inni zajęci byli wbijaniem kołów w ziemię, przywiązywaniem sznurów od namiotów.
Jednem słowem zakładano obozowisko wyraźnie. Nad owym wielkim namiotem powiewała biała chorągiew, ledwie szeleszcząc od lekkiego podmuchu stepowego wiatru.
Emir, wyjeżdżając z Sawrania, kazał swoje namioty zabrać i w stepie rozbić.
Domyślano się tego.
Ale skoro raz domyślano się, nie dziwiło to nikogo, gdyż namioty te rozbijano już niejednokrotnie, nawet w podróżach Emira.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 Nastepna>>