Złotobrody emir






— Ale ksiądz dobrodziej wie — rzekł z uśmiechem złośliwym, całując w rękę — jutro z konikiem ten pan na plebanię przyjedzie...
Ksiądz zrozumiał o co chodzi.
— Nie głupim oddać ! _Baczyły oczy, szczo kupowały ! _Na to jarmark...
Mógł śmiało powiedzieć, że mu się jarmark udał.
Udał się także Pfeiferowi i Halickiemu.
Późno w nocy wyruszyli _z _jarmarku, za nimi kilkanaście wozów, a przy każdym _reltuchu _po kilkanaście koni...
Wszystko to szło w step, do tabunu, a co się dzieje w stepie — tylko Emir wiedział.
X.
Po pierwszym jarmarku Halicki wrócił razem z Pfeiferem do domu i natychmiast zajął się rozmieszczeniem koni.
W chwili właśnie, kiedy był zajęty klasyfikacją według maści, nadbiegł posłaniec od grafa.
Pan graf kazał wszystkie konie spędzić na Maksyma futor, gdzie sam miał przyjechać, obejrzeć i rozsortować. Maksym się o to nie troszczył: w stepie miejsca i paszy było dosyć.
Na noc kazał Halicki zbudować zagrodę z łat, i wszystko było w porządku.
Paszy mieli podostatkiem, źródło u podnóża futoru dawało wody tyle, że wystarczyłoby na dziesięć tysięcy koni, o więcej nikt się nie troszczył.
Tydzień minął.
Halicki szastał się z Pfeiferem po jarmarkach, żydzi-koniarze wiedzieli już, gdzie kupują, nie mijał więc ani dzień jeden, ażeby pan rządca nie powiększył stadniny o kilka koni.
Pan graf tymczasem ani się na stepie pokazał, jak gdyby o poleceniu, danem Halickiemu, zapomniał, a konie tyle go interesowały, co śnieg zeszłoroczny.
Całymi dniami przesiadywał w bibljotece nad olbrzymią mapą, zatkaną szpilkami, o główkach różnokolorowych.
Obok niej leżały mniejsze mapy, atlasy różne, papier, zakreślony różnemi linjami kolorowemi. Widać plany jakieś układał, coś kombinował, nad czemś myślał.
Może dosnuwał dalej myśli, rzucone przez Nekrasa i Padurę. Dość, że go ta robota tajemnicza absorbowała zupełnie.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 Nastepna>>