Złotobrody emir





Ksiądz przecie wie, że ten koń... nu, cała jego cena — dziesięć rubli.
Ojciec Kalasanty ofuknął go, ale w zasadzie godził się na wszystko.
— Niechże pan teraz wraca do domu i każe Mikołajowi trochę... tego... pan wie, co... panu nie trzeba wiele gadać. Za dwie godziny ja przyprowadzę kupca...
proszę udawać, że pan sprzedać nie chce.
Na tem umowa stanęła.
Mikołaj umiał sprezentować konia.
Oczyścił szpaczka znakomicie, rozczesał ogon, grzywę, h_yczkę _na czole, coś mu wlał do gardła, jakiegoś proszku pod ogon nadmuchał i nędzna szkapa przeobraziła się do
niepoznania. Oczy błyszczały szpaczkowi jak żar, ruchy nabrały lekkości i ognia, ogon odsady.
Rżał, nogami rwał ziemię, iskry rozrzucał z oczu — jednem słowem stał się pięknym konikiem, pełnym fantazji i ognia.
Mikołaj wyprowadził go przed zajazd, a faktorzy po kolei przyprowadzali konie swoich klientów, mierzyli do szpaczka, porównywali, stawiali razem, przepędzali obok na linewce —
jednem słowem ojciec Kalasanty zdradzał chęć kupienia do niego pary.
Nadeszli Pfejfer i Halicki. Stanęli na uboczu, patrzyli na metamorfozę szpaczka i szeptali coś do siebie.
Szpaczek tymczasem brykał.
Zbliżył się do niego Pfejfer, kiedy inni odeszli. Ujął za chrapy rękami — powąchał i odszedł w milczeniu. Mikołajowi ten ruch nie podobał się.
Pfejfer nie dał jednak za wygranę. Podszedł z boku, ujął prawą ręką za ogon przy osadzie i podniósł do góry.
— A czego on tak ogonem miele ? — spytał.
Mikołaj złośliwie na niego spojrzał.
—- Pan myśli może, że to wedle pieprzu?... O, u nas tego nie ma !
— rzekł z przeświadczeniem o swej godności — może pan nawet powąchać...
Pfejfer obrócił się.
— Glupa klop! Jak ja twoję rękę chcę zwalić, to ty nie pozwalasz...
opierasz się...
— Taże tak...
— A, a, a! — widzisz! Bo tam twoja siła...
— A silny koń nie pozwala ogona podnosić ?... Ehee...


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 Nastepna>>