Złotobrody emir





Ojciec Kalasanty, podpiąwszy sobie rewerendę i włożywszy poły za pas, który starym zwyczajem nosił, z batożkiem o czerwonem biczysku, zaopatrzony w trzaskawkę jedwabną,
towarzyszył Pfeiferowi i Halickiemu. Przypatrywał się wszystkiemu, badał grunt, uważał kupców, a kilku faktorów rozesłał na zwiady.
Mikołajowi tymczasem wydał najsurowszą dyspozycję, aby szpaczka odosobnił zupełnie i nikomu zgoła bez jego wiedzy nie pokazywał.
Tymczasem faktorowie co chwila przybiegali do niego z nową relacją.
Kiedy właśnie ksiądz Kalasanty przypatrywał się jakiemuś tabunowi, nadbiegł znowu faktor i na stronę go odprowadził.
Zaaferowana jego mina, czapka zasunięta na tył, dwie strugi potu, płynące po twarzy, gwałtowny oddech — wszy. stko to świadczyło, że miał interes ważny i pilny.
Był to znany w całej Bałcie faktor, Mordko.
Z batogiem w ręku, na wysokiem i grubem biczysku, które mu za laskę służyło, z połami założonemi za pas, stał przed ojcem Kalasantym i żywo gestykulował.
— Znalazłem, proszę pana, kupca... rarytny... To sobie panicz.. żółtodzióbek za pozwoleniem, ma trzy szpaki, a szuka czwartego... Nasz, jak raz będzie dla niego.
Wiadomość ta ucieszyła ojca Kalasantego.
— I cóż?
— Ja jemu jeszcze nic nie mówiłem... Pan może szpaczka na pewno sprzedać... to rarytny kupiec...
Z nim można wszystko zrobić, co się podoba...
—- Kto to taki ?
— Jakiś marszałkowicz z pod Humania... taki sobie zielony jeszcze... Widać nie dawno do majątku się dorwał.
— Dobrze, można sprzedać...
— A ja ile dostanę ?
— No ! Jeszcze się _ty _będziesz targować!
— Proszę jaśnie... jaśnie... ja z tego żyję...
— Dziesięć rubli dam.
Mordko brodę pogładził.
— Ja panu co powiem... Jeżeli pan weźmie dwieście rubli — to mnie dziesięć, jeżeli dwieście piędziesiąt — to mnie dwadzieścia pięć...
Ja postaram się tak zrobić, żeby pan wziął dwieście pięćdziesiąt, a co więcej — to po połowie.
— Ależ Mordko, to za wiele żądasz.
Mordko zdziwienie wyraził.
— Za wiele?


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 Nastepna>>