Tomko Prawdzic





Jednego letniego wieczora, gdy z gumiennym w ganku o jutrzejszej robociznie rozprawiał, rostrząsając, czyby lepiejby było nowe kosić sianko, czy już pokoszone gromadzić, we wrotach
psy zaszczekały.
— Kogoż to tam pan Bóg prowadzi do nas? spytał gospadarz.
Postać wcale niepospolita ukazała sie na podwórku, wysokiego wzrostu, ale trochę pochyły już mężczyzna, z z obwisłym wąsem, łysą głową, oczyma szaremi, głęboko w powiekach
siedzącerui, usty skrzywionemi, jakby do uśmiechu szyderskiego, w długiej sukni ciemnoceglastego koloru podpasanej rzemiennym pasem z klamrą mosiężną, z kijem ogromnym w ręku,
kroczył powoli ku gankowi.
— Laudetur Jezus Christus.
— In saecuta saeculorum Amen. A co nam dobrego powiecie? spytał pan Bartłomiej.
— Dobrego? hę? rzekł nieznajomy.
Wszystko dobre poszło dawno spać i obudzić się niemoże, niezgorsze drzymie, a złe chodzi po szerokim świecie. Dobrego dawno w oczy niewidziałem.
— Któż jesteście i co was do nas prowadzi?
— Jestem człowiek jak widzicie, goły ale wesoły, stary ale jary, a prowadzi mnie Pan Róg i oczy.
— Ale cel waszej podróży?
— Cel! ha! cel! enigma. A kto z nas wie dokąd idzie? odparł szydersko nieznajomy.
Pan Bartłomiej nie wiedział już jak zagadnąć, żeby się czegoś przecie więcej dowiedzieć.
— A zatem, rzekł, nie pytając więcej, witam was i proszę do chaty.
— Kolej tedy pytać na mnie, bo bez, pytania nie ma rozmowy, a bez rozmowy niema życia.
Nie potrzebujecie czasem Bakałarza?
— Jakto? wy bylibyście?
Do usług waszych, stary Jakób polega, a teraz ani sup bo niema za co, ani Dołęga; tylko niedołęga starzec co zęby zjadł do pieńków na suchym chlebie dyrektorskim.
Posłyszawszy że u was chłopiec dorasta, i że mu jut
pierwsze zęby powypadały a drugie narosły, przystawiłem się ofiarując moje usługi.
Mile zadziwiony pan Bartłomiej; że się bez porady żony nic nie działo, wywołał zaraz panią Hannę dla obejrzenia Dyrektora i zasiągnienia jej zdania.
Jakób Dołęga znany był w sąsiedztwie zdawna, ale z dziwnych słuchów które o nim chodziły.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 Nastepna>>