Złotobrody emir





Rozumiesz teraz ?
— Rozumiem...
Szli jakiś czas w milczeniu,
— Uważasz, im się zdaje, że mię kupili... Pomylili się!
Kupili moją pracę, ale nie moje serce, nie moją miłość, które do burzycieli mego kraju nigdy nie przylgną! Dla nich mam tylko jedno uczucie — nienawiści!
Tę im ofiaruję zawsze i wszędzie.
Obaj byli wzburzeni.
— Powiedz-że mi jeszcze, ty sam idziesz ?— spytał Padura.
— Sam... Niechcę towarzysza, bo o niego trudno. A ty ?
— Ja z Ołeksą Kalnickim... On zna całą Ukrainę jak swoją torbę. Przyczepię sobie także bandurę do rzemienia i hajda razem !
— A gdzież naznaczymy sobie punkt zborny ?
— W ciągu podróży — gdzie Bóg da, po powrocie tutaj.
— Obaczymy, co warta Ukraina!
Czy Moskale zdołali już ją spodlić na tyle, że o dawnej wolności zapomniała, czy też pamięta jeszcze jakiemi dobrodziejstwami obsypali ją z.
łaski carów Romodonowscy, Boturlińscy, Repniny i inni dojeżdżacze carscy.
— Ja wierzę — rzekł Padura — że w narodzie, a raczej w ludzie wiejskim drzemie obrażona miłość własna, carskimi ukazami sponiewierana, że tylko o tę miłość trącić,
tylko trochę czyru do niej przyłożyć, a wszystko buchnie płomieniem.
— A ja wątpię... Zbyt długo chodzą w jarzmie spokojnie.
— Nie bój się, połamią je prędko...
niech tylko zapach wolności poczują!
— Daj Boże, ażeby się przecież opamiętali.
Wszystko im odebrali, tym ślepym, wszystko, nawet popom nie wolno do ludu przemawiać jego własną mową, niepodobna więc, ażeby się trzymali oburącz carskiego knuta, który ich
smaga!
Późno w noc przedłużyła się rozmowa.
Nazajutrz obaj wybrali się w podróż. Chodakowski — na Graszów, Humań do Źwinogrodu i w okolice, a Padura do Kalnika.
Śniadanie spożywali z ojcem Łukaszem. Wszyscy trzej byli smutno usposobieni. Rozmowa rwała się co chwila.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 Nastepna>>