Złotobrody emir






— Był w Zarwańcu ? — spytał Tomasz z akcentem zainteresowania się.
— Był, kochanie...
— Prawda... miał mu marszałek wyrobić zapomogę na cele badania ludu... i cóż ?
Wyrobił ? Nie wie ksiądz dobrodziej ?
Ojciec Łukasz uśmiechnął się dobrotliwie.
— Ale gdzie tam, kochanie! Czy to jemu w głowie! Wiesz przecie, jak on kuchnią zajęty.
— Prawda... aż pomyśleć smutno... Więc nic nie dał?
— Nic... Zorjan przysiągł teraz, że się do żadnego polskiego magnata o zapomogę nie uda.
Oni go, kochanie, traktują tak, jakby ich o jałmużnę prosił...
— Smutno! A praca jego warta poparcia...
Kiedyś wspominać o niej będziemy z chlubą, o tem, co on zrobił, ale będą tacy, którzy przypomną, że nie z naszej łaski...
Umilkli na chwilę obaj.
— A ja właśnie miałem względem niego pewne zamiary — rzekł Tomasz.
— Poczekaj, nadjedzie...
Rzeczywiście Zorjan wieczorem na plebanji się zjawił.
Przywitali się obaj, jak najlepsi przyjaciele.
Noc była pogodna, cicha, gwiaździsta.
Spacerowali pod sklepieniem tych samych lip, które już nieraz szumiały im nad głową, wtórując namiętnym rozmowom.
— Więc i od Emira pomocy nie przyjmiesz? — spytał Padura.
— Nie.
— Stanowczo?
— Stanowczo. Nie chcę upokorzeń! Nie chcę więcej przed nikim zdawać relacyj. Chcę być wolnym.
— A przecież przyjąłeś pomoc od Moskali.
Chodakowskiego przypomnienie to ubodło
trochę.
— Musiałem.
Zapomoga Emira byłaby mi tylko materjalną pomocą, a krępowała moralnie; zapomoga z rąk Moskali odkrywa przedemną drogę w głąb, że tak powiem, ludowego życia, pozwala mi
uniknąć starcia się z policją, z władzą w ogóle. Stając się niejako oficjalną figurą, mogę mówić i działać swobodnie.
Ty idziesz daleko, tam będziesz wolniejszy, ja pracować muszę na miejscu, potrzebuję więc zasłony od cie-
kawych i szpiegów.
Udzielając mi zapomogi, rząd udziela przez to samo sankcji dla mojej roboty.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 Nastepna>>