Złotobrody emir





Na obszernym dziedzińcu, przy wbitym dębowym słupie, w który liczne kółka żelazne były wkręcone, stał człowiek, furman widocznie, na długiej linewce konia trzymał, a za linją
koła, zatoczoną promieniem linewki, biegał koń w najróżnorodniejszych susach i lansadach, z głową schyloną zawzięcie między przednie nogi, ze stulonemi uszami.
Biegając, wierzgał tylnemi nogami tak zamaszyście, że się mu zad prawie pionowo podnosił.
Za obrębem koła stał ktoś i ćwiczył batogiem rozbrykanego konia, ile razy ku niemu się zbliżył.
Każde cięcie, zdawało się, jeszcze bardziej dodawało fantazji niesfornemu biegunowi.
Na pierwszy rzut oka nie mógł odgadnąć, kto to konia popędzał; dopiero bliskie rozpatrzenie się pozwoliło mu zdać sobie sprawę Owym człowiekiem, smagającym konia, był ksiądz
Stał do Padury tyłem zwrócony.
W jednem ręku trzymał podkasaną rewerendę, ażeby mu nie plątała się między nogami, w drugiej bicz, którym trzaskał bezustannie, jakby umyślnie dla dodania fantazji rumakowi.
Werwa koniarska była u księdza tak żywą, że chlasnąwszy pędzącego w szalonych skokach konia, parę kroków podbiegał jeszcze i biczem szpaczka ćwiczył.
Był to ksiądz wikary Kalasanty.
Tymczasem dzwon na nieszpory rozlegał się coraz głośniej, coraz raźniej.
— Proszę, dobrodzieja, dzwonią już...
zauważył człowiek, stojący przy słupie.
— A już... ściągnij konia!
Mikołaj — tak się nazywał furman — linkę ściągać począł. Ksiądz Kalasanty rewerendę opu.
-
ścił_ _i z batogiem w ręku stojąc, w konia się wpatrywał.
— Trzeba go będzie przeszachrować — zauważył.
— Przecież ja mówiłem dobrodziejowi, że co szpak — to ladaco! Pod siodłem bryka z początku, a później język wywali, a w zaprzęgu na dyszel się kładzie.
— Znajdzie się głupi, co i to kupi.
— Oj, oj ! Czemu nie? Albo to Bałta daleko — ale po co ma owies darmo jeść?
Padura, stojąc w oknie, słyszał wprawdzie rozmowę, ale księdza oglądał z tyłu tylko.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 Nastepna>>